Co dzień proszę nie o wielkość, ale abym nigdy nie był mały…

Co dzień proszę nie o wielkość, ale abym nigdy nie był mały. To już dzień trzydziesty drugi.

Opuściłem piękne góry nieco wyższe niż te na wybrzeżu i przeskoczyłem znów nad ocean. Nieco przeliczyłem się z siłami i musiałem skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji tj. metra które jest tutaj prawie w każdym większym mieście portowym i sprawnie komunikuje obszar ok 50-100 km wokół. Jestem ciekaw dlaczego u nas komunikacja kolejowa tak kuleje? To pewnie przez tych starych (nie dotyczy wieku), styranych życiem „mafiozów” marnujących ten potencjał na rzecz swoich przywilejów i małych korzyści. Każda taka grupa uprzywilejowana: lekarz, górnicy, kolejarze, policjanci, prawnicy, taksówkarze, strażacy, kominiarze itd (lista jest na prawdę długa)… ma swoich mafiozów! To oni  ze względu na wykonywany zawód, na swój sposób ukonstytuowany prawem, działają na jego granicy i przy stosownym układzie niszcząca wszystko co się da. Taka małość, że aż boli ! Specjalnie zaznaczam, że to mniejszość niszczy bo małość jest straszna i łatwo przykrywa swą szarością jakikolwiek trud wielu.

Małość, która potrafi zeżreć każdego i zatruć wszystko dookoła jest jak zaraza, gorsza od dżumy czy czarnej ospy, atakuje znienacka.

Jedyne o co codziennie proszę, to nie o wielkość lecz o pasję proszę, aby pozwalała mi się cieszyć tworzeniem i co ważniejsze abym mógł cieszyć innych lub dostrzec tych, którym dano wielkość i dołączyć do nich. Jedyne czego mi wstyd w moim życiu to to, że wiele razy zdarzyło mi się być małym aż do bólu.

Człowieku, kimkolwiek jesteś: jeśli zmęczyło Cię życie, nie cieszy Cię co robisz, swoją ignorancją narażasz innych lub ich krzywdzisz innych – opamiętaj się bo małość prowadzi do wielkiego piekła – nie tego znanego z chrześcijańskich przekazów ale do tego, które i tak jest za małe dla jakże małych ludzi. Tam każdy z małych będzie mały dla swoich małych sąsiadów i będziecie się zżerać aż do kości, wysysać szpik i marnować cokolwiek miałoby jakąś ideę.

Dlaczego wyrwało mi się z duszy aż tak wiele ? Bo od miesiąca na rowerze spotykam tak wiele wspaniałości i uprzejmości, której brakuje mi w naszym pięknym kraju. Łatwiej czasami  pokazać pośladki, zrobić show niż przekazać coś co wydaje się istotne. Kiedy zmęczony podjechałem w jakimś zapomnianym przez świat zakątku było tam metro, piękne, czyste, zadbane. Wtedy przypomniały mi się nasze dworce, nasza kolej oraz kilku leniwych, pozbawionych serca,  styranych swoimi „małymi zarobkami” lekarzy zbywających mnie gdy diagnozowano przeziębienie i przez tydzień o mało mnie nie wykończyli, bo nie chciało im się zrobić dodatkowych badań. Jak mafiozi decydowali o życiu i śmierci bez żadnego zaangażowania jakby mówili: „…Robert to nic osobistego, to tylko system…” – starając się usprawiedliwić swoją małość. Gdyby nie mój upór, nie miałbym okazji pisać tej historii. Wiem, że i tu we Francji, Hiszpanii  jest wiele małości: jak to choroba obecna jest w całym świecie, ale jakże chciałbym rozpalić choćby jedno ognisko, uchronić choćby jednego od tej choroby. To jest najgorsza z chorób, bo pozbawia człowieka duszy, po prostu ją zżera.

Poniżej dołączam parę zdjęć gór przez które przyszło mi się wspinać z rowerem , wspomnianą stację „metra” i widok z mojego kempingu. Ten ruch i widoki dobrze robią na małość, po prostu wypełniają mnie w całości.  Na kempingu spotkałem Claves Svedberg ze Szwecji, ten „tramp” już pięć lat podróżuje po świecie a zaczął swą podróż od wyprzedaży wszystkiego… Odsyłam ewentualnie do jego bloga po szwedzku, przypomina to jakieś szyfrowane wiadomości aby NSA nie mogło ich podsłuchać, ale jest dosyć popularny w Szwecji a do tego bardzo sympatyczny jako kompan.

 

IMG_1200 IMG_1205 IMG_1207 IMG_1210

Może Ci się również spodoba

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »