We Francji nie kupisz kisielu więc miej go zawsze przy sobie …

We Francji nie kupisz kisielu więc miej go zawsze przy sobie! Człowiek tak na prawdę żywi się wodą i powietrzem a otyłość nie pochodzi z nadmiaru kalorii – co by Wam mądrzy ludzie nie mówili! Ja tu jem jak ptaszek: raptem bagietka i serek francuski, czasami dołożę jakieś pomidory, banany. Na rowerze tracę jakieś 3-4 tys kalorii i piję 5 litrów wody dziennie – tak wody, jak zwierzę. Czasami zaleję śliwki winem o czym w poprzednim poście i to pozwala mi trzymać wagę na tym samym poziomie. Przy wyjeździe zakładałem  stratę 1kg na 100km, niestety nie ma tak dobrze. Zbyt dobre powietrze i zbyt dużo wody… Zatem wciąż 100kg bigosu na rowerze 🙂

Tak naprawdę to przy jeździe trzeba się zmuszać do jedzenia, bo endorfiny uwalniane podczas jazdy sprawiają, że człowiek nie czuje głodu do czasu, aż będzie trochę za późno i przez to na pewno objawi się bólem: głowy, nóg itd. Dlatego najbardziej brak mi tutaj we Francji kisielu. We Francji śmieją się z Anglików , których tutaj bardzo dużo na kempingach z ich różnych form żelowatych zatem nie znajdziecie ani w słowniku francuskim ani w żadnym szanującym się sklepie tego rarytasu, który: dodaje sił, leczy zły chumor, szybko rozgrzewa, jest banalny w przygotowaniu co jest krytycznie ważne jeśli padasz na pysk lub jeszcze z tego pyska nie umiesz się podnieść. Zatem jeśli podróżujesz bez kisielu musisz znaleźć jakiś zamiennik. Niektórzy polecają nutellę – ja za radą Rainholda polecam ją kobietom a sam próbuję herbaty z miodem i dużą ilością cytryny. Jest pyszna ale nic i nigdy nie zastąpi kisielu!  Po blisko dwudziestu dniach na rowerze nazbierało się trochę przyzwyczajeń lub innowacji, które pozwalają mi zastąpić kisiel  np:

– orzechy włoskie lub mieszanka studencka pozwalają przetrwać w każdych warunkach więc zawsze mam gdzieś w torbie,
– czekolada gorzka potrafi polepszyć humor i zapobiega skurczom, w razie podróży z dziewczyną ratuje od marudzenia, w razie podróży samotnej pozwala na szybkie nawiązanie przyjaźni,
– woda z cytryną, miodem i szczyptą soli lub po prostu woda ze  słodzikiem (np: herbata cytrynowa w granulacie) dostarcza stale cukru co ustrzeże Cię przed wieloma kłopotami które zaczynają się od bólów jw., można je zastąpić napojami izotonicznymi, ale to może rozwalić każdy budżet,
– pomidory i owoce najlepiej konsumować na miejscu zaraz po zakupie – sklepów jest wiele, więc bez sensu to wozić,
– dobra pizza jest najtańszym dostawcą kalorii i dobrego humoru, dostępna w każdym mieście i każdej wiosce przez którą przejeżdżasz,
– we Francji świeże mule: zawsze duże porcje z frytkami dobrze urozmaicają dietę pizzową,
– bagietka i serek śmierdzący już w sklepie przy zakupie  – rarytas – który dość dobrze się przewozi: mało miejsca dużo radości i kalorii,
– alkohol – i owszem ale nigdy w drodze i w nadmiarze, bo powoduje dość szybkie odwodnienie a i tak jesteś już odwodniony, ja po prysznicu i odpoczynku lubię modyfikowaną wersję niemiecką tj: czerwone zamiast białego wino rozcieńczone z wodą: jedna porcyjka wina, trzy porcje wody najlepiej zimnej i sodowej – najlepiej w osamotnieniu – bo Francuzi na taki widok protestują. Mówię wtedy że jestem z Węgier i mi odpuszczają. Kiedy raz w takiej sytuacji powiedziałem że jestem z Polski, musiałem wypróbować kilka gatunków win i docenić ich wartość 🙂
– zupki w proszku w których jest 99% soli są bez sensu…

Każdy w życiu musi  odnaleźć swój własny kisiel – ja następnym razem wezmę go trochę więcej aby podzielić się tym rarytasem z napotkanymi rowerzystami.

Czemu wspomniałem o kisielu? Otóż czasami pływam na kajakach z przyjaciółmi, tak na dziko: z ogniskami , kąpielą w rzece, itd… Wtedy kisiel zawsze był mi podporą więc i teraz zaopatrzyłem się na kilka dni aby mnie podnosił na duchu. Poniżej piękne pole golfowe (w kiepskim ujęciu), które prawie zmusiło mnie swoim pięknem aby spróbować tego sportu. Przed podjęciem decyzji aby rozbić tam swój namiot i popstrykać trochę zrobiłem ostatnią torebkę kisielu i mi przeszło – takie ozdrawiające natychmiast działanie.

nie kupisz kisielu

nie kupisz kisielu

Pozdrawiam wszystkich zwolenników tego sportu, wygląda to naprawdę zachęcająco z perspektywy roweru. Tylko po co ten drut kolczasty ? W obawie przed gośćmy na rowerach z namiotami ?

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. mk pisze:

    a czasem nie pływasz i w tym roku nie było kisielku

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »